Wizyta firmy DDD – to musisz wiedzieć!

Gdy domowe sposoby na zwalczenie szkodników zawodzą nie warto zawlekać z podjęciem decyzji o skorzystaniu z usług firmy DDD. Problem sam się nie rozwiąże, co gorsza będzie narastał – w przypadku szkodników, które szybko i ochoczo się rozmnażają zwlekanie tylko pogorszy sprawę. To trochę tak, jak z cieknącą rurą. Samo kapać nie przestanie, a może skończyć się zalaniem sąsiada, zakręceniem głównego zaworu z wodą i... niepotrzebnym stresem i wydatkami. W przypadku szkodników czas niestety gra na Twoją niekorzyść!
ogromne gniazdo szerszeni pod sufitem w garażu

Jak się przygotować do wizyty DDD? 

To będzie zależało od tego na czym ma polegać zabieg, jaką metodą będzie prowadzony zabieg oraz jakie preparaty mają być zastosowane. Zwykle szczegółowe instrukcje przygotowania pomieszczenia do zabiegu dostaniecie od wykonawcy. Dobrze zastosować się do tych instrukcji.

Czy meble (ubrania, firmy, dywany) uda się uratować po wizycie DDD?

Różnie, choć generalnie tak. Jeśli Szubak Smirnowa zjada wełniany sweter – często wyrzucenie go pomoże w zwalczeniu szkodnika, zwykle i tak już jest mocno zniszczony. Jeśli Twój materac lub wersalka pełna jest pluskiew – to zwalczenie ich we wnętrzu może być trudniejsze i droższe niż zakup nowej. Jeśli Twoje meble są już przeżarte przez szkodniki drewna – może się okazać, że jest za późno, by je uratować. Lepiej się ich pozbyć, by nie zaraziły kolejnych. Pamiętajmy jednak, że jeśli chcemy przed zabiegiem np. zwalczania pluskiew usunąć z pokoju ubrania lub dywany „by się nie zniszczyły”, to musimy być pewni, że w ten sposób nie wynosimy z pokoju szkodnika. Co nam bowiem po zabiegu np. zwalczania pluskwy, jeśli na czas zabiegu wyniesiemy ją z dywanem, a po nim przyniesiemy z powrotem? Podobnie z ubraniami – jeśli chcemy je wynieść z pomieszczenia, to upewnijmy się, że nie ratujemy w ten sposób szkodników, które zamierzamy zwalczyć. Wypranie ubrań w wysokiej temperaturze i wyprasowanie zwiększa szansę, że nie przeżyją.

Czy dzieci mogą przebywać w domu w czasie zabiegu DDD?

Każda substancja chemiczna, nawet jeśli jest z założenia nieszkodliwa, dla pewnej grupy osób może być uczulająca. Często będzie to zwykłe jabłko, krem czy proszek do prania. Podobnie może być z preparatami owadobójczymi. W dawkach zalecanych przez producenta preparaty owadobójcze są dla ludzi i zwierząt domowych bezpieczne. Co oczywiście nie oznacza, że akurat my nie okażemy się na nie uczuleni. W końcu jabłka dla większości są zdrowym dostawcą witamin, ale dla niewielu problemem.

Część substancji aktywnych zawartych w preparatach owadobójczych ma takie reakcje alergiczne znane i częste. Dla wielu osób kontakt z alfacypermetryną, czy deltametryną może być nieprzyjemnie swędzący. Jeśli więc nie musimy mieć kontaktu z preparatem – unikajmy tego. Na czas zabiegu dobrze opuścić mieszkanie. Przed powrotem należy je dobrze wywietrzyć. Miejsca, z którymi będziemy mieć kontakt należy wymyć, a tkaniny wyprać.

Pamiętajmy, że preparat będzie tak długo działał, jak długo szkodnik będzie miał z nim kontakt. Jeśli więc po zabiegu dokładnie umyjemy całe mieszkanie, to dokładnie zmyjemy też preparat nie dając mu szansy zadziałać. Tu musimy sensownie wybrać, które części mieszkania są nasze i powinny być czyste, a które pozostawiamy jako pułapkę dla zwalczanych szkodników. Tam preparat powinien zostać.

Zabiegi DDD a zwierzęta domowe?

Generalnie środki dostępne na rynku powinny, w dawkach przewidzianych przez producenta, być bezpieczne dla ludzi i zwierząt domowych. Dlaczego powinny, a nie są? Bo każdy organizm jest inny i nawet orzeszki dla jednych będą super przekąską, dla innych śmiertelnym niebezpieczeństwem, a nawet najczystsza woda wypita w ilości 5-6 litrów jest dla człowieka śmiertelna. To „dawka czyni truciznę”, jak ustalił już przed wiekami Paracelsus, ojciec nowoczesnej medycyny.

Największym problemem przy opryskach są koty, dla których pyretroidy a zwłaszcza permetryna są bardzo niebezpieczne, działają bowiem szkodliwie na koci układ nerwowy. Ale znowu – to dawka czyni truciznę. Koncentrat permetryny jest dla nich bardzo niebezpieczny – opryskane właściwie dobraną dawką pomieszczenie najwyżej nieprzyjemne.

Chrońmy więc koty przed dostępem do koncentratu produktu. Zamknijmy je gdzieś na sam czas oprysku, by nie musiały oddychać powietrzem wypełnionym pyretroidami. Nie wypuszczajmy ich zanim preparat po zabiegu nie wyschnie, by nie mogły go zlizywać z mokrych powierzchni. Potem możemy już w miarę bezpiecznie je wypuścić do spryskiwanych pomieszczeń. To „w miarę bezpiecznie” dotyczy właśnie tego, że każdy organizm jest inny i możemy mieć dziecko, teściową, ciocię, ale też psa, kota lub dowolnie inne zwierze domowe inne niż większość populacji i bardziej skłonne do reakcji alergicznych.

Na czym polega zamgławianie?

Zamgławianie to zabieg stosowany do zwalczania głownie owadów latających. Chodzi o to, by organizmy takie jak komary, meszki czy muchy poruszając się po swoim naturalnym środowisku musiały oddychać powietrzem, które będzie dla nich toksyczne. Przy zamgławianiu zależy nam więc, by toksyczna mgła utrzymała się w powietrzu możliwe długo. Stosuje się więc w tym celu specjalne nośniki utrzymujące stabilnie mgłę w powietrzu. Oczywiście owad biegający, który będzie miał pecha powdychać takim niespecjalnie świeżym powietrzem także nie pozostanie obojętny. Ale już pluskwa schowana gdzieś za tapicerką czy listwą przypodłogową do naszej mgły w powietrzu będzie miała bardzo ograniczony dostęp – czytaj nie zrobimy jej zamgławianiem krzywdy.

Zamgławianie a oprysk

Do zwalczania owadów biegających (czyli mających kontakt z podłożem) służy zabieg oprysku, czyli pokrycia powierzchni, na której nam zależy warstwą toksycznej dla owada cieczy tak, by przechodząc po niej miał kontakt z preparatem. W takim przypadku nie zależy nam wcale na tym, by w powietrzu mieć toksyczne opary, tylko by podłoga, ściana, łóżko były zabezpieczone.

Często jednak profesjonalne firmy używają zamgławiaczy jako narzędzia do oprysku. Chodzi o to, że mgła, którą wytwarza zamgławiacz ma znacznie mniejsze drobinki niż kropla, którą wytwarza opryskiwacz, co powoduje, że łatwiej przeniknie do miejsc trudno dostępnych i przedostanie się w szpary i zakamarki, w których może ukrywać się np. pluskwa. Zamgławiacz jest więc stosowany jako szczególny, drobnokroplisty opryskiwacz. Wtedy jednak zależy nam na tym, by tak powstała mgła możliwie szybko opadła i pokryła powierzchnie opryskiwane.

Inna będzie więc technika użycia zamgławiacza – zamiast kierować go na środek pomieszczenia by możliwie całe powietrze pełne było mgły, kieruje się go w szpary i zakamarki tak, by wytwarzaną mgłę tam możliwie głęboko wtłoczyć. Pamiętajmy jednak, że zamgławianie nie jest samo z siebie sposobem na zwalczanie pluskwy. Pluskwę zwalcza się opryskiem, choć może być on wykonany zamgławiaczem. Często skraca się to do niezupełnie poprawnego określenia „zwalczanie pluskiew metodą zamgławiania”.  No ale jeśli już to wiemy, być może prościej nam będzie rozpoznać naprawdę profesjonalną firmę DDD?

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email

Przeczytaj również

Odwiedź nas na FB

Informacja o plikach cookie na tej witrynie

Ta witryna korzysta z plików cookie, które służą do personalizacji i optymalizują działanie naszego serwisu. Więcej informacji znajduje się w Zasadach ochrony prywatności, a w przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia osobiste. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookie.