Wiosna, ach to ty! Przyroda budzi się do życia – „robale” też!

Nie wiemy jak Wy, ale my zdecydowanie należymy do ciepłolubnych, dlatego z ogromną radością topimy marzannę i świętujemy nadejście Pani Wiosny. (Czy ktoś jeszcze pamięta tę tradycję?). Wypatrujemy pierwszych przebiśniegów i bocianów powracających z ciepłych krajów.

Natura powoli budzi się, by znów zachwycać pełnią kolorów i różnorodnością. Bo wiosna to nie tylko kwitnące krzewy, poranne trele ptaków i wędrówki jeży… To również powrót aktywności wszelkiego rodzaju „robaków”, również tych, które uprzykrzają nam życie i mącą radość pory „długich dni”.

Do biegu, gotowi, start!

Przypomnijmy – kalendarzowa wiosna rozpoczęła się 21 marca. Trzeba przyznać, że w tym roku jakoś niemrawo się rozkręca. Tak, jakby miały spełnić się stare, ludowe przysłowia. W marcu było jak w garncu, a kwiecień jest jak plecień, bo „przeplata trochę zimy trochę lata”. Po iście wiosennych dniach w marcu, gdzie słońce pokazało swą moc, a termometr wskazywał ponad 20 stopni, kwiecień zaskoczył nas temperaturą w okolicy 0 i śniegiem. No cóż, grunt to nie tracić dobrego humoru i czekać. Już za moment z lubością zastąpimy puchową kurtkę i ocieplane kozaczki przewiewnym trenczem i wygodnymi trampkami. Natura ma swój rytm – wszystko wydawać się może przypadkowe, a jednak nie. Taki jest plan. Gdy dni stają się coraz dłuższe i z dnia na dzień robi się cieplej świat roślin szykuje się na prawdziwą rewolucję, która naszym oczom ukaże się najobficiej w połowie kwietnia, kiedy większość z nich zakwitnie.

Owady – wiosenny barometr

Coraz cieplejsze dni i obfitość pożywienia budzi do życia zwierzęta, których mówiąc wprost wolelibyśmy unikać. I nie chodzi tutaj o drapieżne ssaki (niedźwiedzie, jenoty czy borsuki), a o bezkręgowce. Pierwsze z nich pojawiają się nawet w połowie marca. W ogrodzie zauważyć można dżdżownice, mrówki, biedronki a nawet motyle. Ze snu zimowego budzą się także owady, którymi żywią się m.in. ptaki powracające z ciepłych krajów. Ta „megaliczna” grupa mięczaków, skorupiaków, pajęczaków, muchówek, osowatych i wielu innych „robaków”, skutecznie potrafi zmienić miłe popołudnie w ogrodzie, wycieczkę w góry, czy popołudniową drzemkę w prawdziwy koszmar… Muchy zaczynają wygrzewać się na murach, pupile przynoszą pierwsze kleszcze, pszczoły i trzmiele rozpoczęły pierwszy oblot, a królowe os rozpoczynają budowę nowego gniazda. Skąd się nagle wzięły? Przecież mróz siarczysty nie odpuszczał i liczyliśmy na to, że zabił całe to „robactwo”…  Nic bardziej mylnego! Nie jest prawdą, że im większy mróz tym mniej „robactwa”. Nie liczmy więc, że po srogiej zimie nie będzie kleszczy, komarów czy much. Nic z tego! Natura i na to znalazła sposób. Osobnikom, którym udało się znaleźć kryjówkę mróz nie straszny. Przetrwały bezpiecznie do wiosny i właśnie się obudziły.

Na lądzie i w wodzie

W podziemnych korytarzach, ściółce leśnej, korze drzew, spróchniałych konarach, a także w naszym sąsiedztwie: w piwnicach, spiżarniach, na strychach, poddaszach owady zapadają w sen zimowy. Idealną kryjówką na przeczekanie zimy dla owadów są pnie z odstającą korą, kompostowniki, sterty gałęzi lub kamieni. Nazbyt wysprzątany ogród nie sprzyja owadom – ani tym, które są w nim pożądane, ani tym, które zazwyczaj zwalczamy. Liczne owady wodne, ale także lądowe, które składają jesienią jaja na dnie zbiorników wodnych. Nawet, gdy powierzchnię stawu, jeziorka skuje warstwa lodu, temperatura na dnie umożliwia ich przeżycie. To jeden ze sposobów na przetrwanie zimy przez komary.

Przespać zimę

W naszym klimacie większość z owadów przeczekuje zimę w stanie diapauzy. Wzrost, oddychanie i metabolizm zwalniają, by minimalizować zużycie energii i nagromadzonego zapasu tłuszczów potrzebnych do życia. Organizmy stawonogów są niczym bateria w telefonie informująca czerwonym wskaźnikiem o minimalnym poziomie naładowania na chwilę przed tym „jak padnie”. Wszystkie procesy fizjologiczne są ograniczone do absolutnego minimum. Minimum pozwalającego przetrwać w bezruchu do czasu, gdy zagrożenie życia minie. Strategie na przetrwanie są różne, jak różnorodny jest świat owadów.

Różne strategie przetrwania

Najliczniejsze wśród bezkręgowców – owady – do życia potrzebują światła słonecznego. Dlatego zimą, kiedy jest go zdecydowanie mniej, ich aktywność spada praktycznie do zera, a nam wydaje się, że wyginęły. Te nawet najmniejsze stworzenia spędzają zimę w odrętwieniu, choć każdy z gatunków ma inny sposób na przeczekanie zimy i robią to w różnych stadiach rozwoju. Początek zimy to dla wielu owadów koniec życia dorosłych osobników, ale nie gatunku. Składają jesienią jaja, które przetrwają niekorzystne warunki i na wiosnę wylęgną się z nich młode osobniki. Jedne, jak mszyce, przędziorki, jedwabniki, koniki polne „zimują” w stadium jaja, inne jako larwy lub poczwarki.

Zimują tylko samice

Są też owady, które rokrocznie tworzą swoją społeczność od samego początku. Zapłodnione samice os i szerszeni jesienią szukają bezpiecznej kryjówki, by wiosną rozpocząć w pojedynkę budowę nowego gniazda od podstaw. Dla pozostałych robotnic i trutni mróz jest zabójczy i przy pierwszych przymrozkach rój ginie. Podobnie dzieje się u niektórych gatunków pluskwiaków i szpecieli – samce zimą giną. Zapłodnione samice komarów zimują w jaskiniach, dziuplach, a także w wilgotnych i ciemnych piwnicach. Ich odwłoki pełne jaj czekają na pierwsze oznaki wiosny, by znów zacząć się rozmnażać w zawrotnym tempie. Są też gatunki owadów, które podobnie jak ptaki, wiosną wracają do Polski z ciepłych krajów – tak robią niektóre gatunki motyli i ciem.

Nie ma jak w domu

Zgoła inny pomysł na przetrwanie zimy mają pszczoły i mrówki. To przykłady owadów, które nie śpią zimą, a przeczekują ją w gnieździe. Pszczoły zbijają się w tzw. kłąb zimowy w ulu. Zewnętrzną warstwę stanowią robotnice, które poruszając skrzydłami wydzielają ciepło, które pozwala rodzinie pszczół przetrwać spadek temperatury. Zimą temperatura wewnątrz kłębu wynosi ok. 20 stopni Celsjusza, a w okresie składania jaj dochodzi nawet do 36 stopni. Zmęczone robotnice co jakiś czas zamieniają się miejscami i przechodzą do środka kłębu, by się ogrzać i nabrać energii. Wytworzone ciepło stopniowo topi zapasy zgromadzonego miodu, którym pszczoły żywią w tym czasie. Co ciekawe, przygotowując się do zimwoli pszczoły wyganiają z gniazda trutnie, by nie stanowiły zbędnego obciążenia dla roju.

2 metry pod ziemią

Mrówki skrywają się w natomiast w najodleglejszych, najgłębszych zakamarkach swoich gniazd, których piętra znajdują się nawet 2 m w głąb ziemi. Nie ma nic bezpieczniejszego niż wygodna i odizolowana od zimna kryjówka, a na takiej głębokości temperatura jest wyższa od temperatury zamarzania gruntu. Doskonale zorganizowany system korytarzy i pięter to tylko część gwarancji na przetrwanie zimy. Aby żyć trzeba jeść. Wiadomo! Pożywienie, a w zasadzie jego brak stanowi pewien kłopot. Ale mrówki i na to znalazły sposób. Już jesienią jedzą „na zapas” i gromadzą w ciele tłuszczowym zapasy, dzięki którym przetrwają odcięte od świeżego pokarmu. Ograniczają aktywność i spokojnie czekają na ocieplenie.

To dopiero początek

Powiew ciepłego powietrza budzi świat na nowo do życia. Po kilkumiesięcznej względnej bierności i bladości nasze otoczenie zaczyna tętnić życiem. Nawet jeśli za chwilę będziemy opędzać się od natrętnych much, drapać swędzące bąble po ukąszeniu komara, wyciągać psu (nie daj Boże sobie) kleszcze, omijać szerokim łukiem gniazdo szerszeni, warto skupić się na tym, co cieszy nie drażni (jeszcze). Póki co obserwujmy, ładujmy baterie i korzystajmy z ładnej pogody. Zawsze znajdzie się COŚ NA… szkodniki:)

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email

Przeczytaj również

Odwiedź nas na FB

Informacja o plikach cookie na tej witrynie

Ta witryna korzysta z plików cookie, które służą do personalizacji i optymalizują działanie naszego serwisu. Więcej informacji znajduje się w Zasadach ochrony prywatności, a w przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia osobiste. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookie.