Komary – problem, nie problem…?

Komary, co do zasady, nie są jakimś wielkim problemem. No, chyba, że to trzecia noc z rzędu. Albo, kiedy jest ich kilkanaście w pomieszczeniu. Albo, gdy jesteśmy uczuleni. Albo, gdy na skórze naszego dziecka pojawia się szósty bąbel. Albo, gdy…
urocza dziewczynka ma wysypkę skórną i alergię na komary na nogach podczas zabawy na zielonej łące na świeżym powietrzu

Ok, komary mogą być sporym problemem

Niestety, znikomym pocieszeniem jest fakt, że tylko kilkaset spośród ok. 3,5 tysiąca gatunków komarów lubi naszą krew. Z kolei te z nich, które żyją w naszej szerokości geograficznej raczej nie sprzedadzą nam jakieś fatalnej w skutkach choroby. Średnim pocieszeniem jest również fakt, że zdolne do wbicia się w naszą skórę są jedynie samice. Skala problemu znacząco się więc zmniejsza, o całą populację samców.

Okoliczności łagodzące?

Tylko największych fascynatów potrafi również „udobruchać” budowa kłujki. Świadomość, jak genialne w swej budowie jest narzędzie, którym komarzyce pobierają sobie z nas pożywienie. Doskonałe połączenie kłujki zdolnej przedrzeć się przez naszą grubą powłokę oraz narzędzia dozującego środki – znieczulający oraz przeciwdziałający krzepliwości. Sprytne, prawda? I skuteczne! Na tyle skuteczne, że po posiłku komarzyca zmuszona jest ukryć się gdzieś, aby pozbyć się nadmiaru „zdobyczy”. Absorbuje z niej równocześnie wszystko, co odżywcze. Kiedy się pozbędzie spokojnie może powrócić na łowy… Można również spojrzeć na problem w wymiarze głęboko etycznym. Komar to ofiara. Nie zaraża nas z wyrachowania. Jest wykorzystywany jedynie jako „środek transportu” przez wszelkie patogeny, które w drodze ewolucji nauczyły się nim podróżować. Swędzi trochę mniej?

Jak walczyć z komarami?

Wszędzie tam, gdzie komary są realnym zagrożeniem dla zdrowia i życia naukowcy opracowują kolejne sposoby walki z nimi. Strategie obronne brane pod uwagę to m.in.:

  • kampanie na rzecz oczyszczania miejsc składania jaj,
  • eksperymentalne pułapki,
  • sygnały dźwiękowe zabijające larwy,
  • zmniejszenie populacji komarów przez utrudnienie im rozmnażania dzięki zakażeniu ich pewnymi bakteriami lub modyfikację DNA.

Zmniejszyć liczebność komarów

To wcale nie najbardziej „odjechane” koncepcje walki z tymi małymi wampirami. Do takich zaliczyć można koncepcję dezorientowania komarów szukających partnerek w trakcie „zalotów”. Komary – jak to owady – nie przesadzają z wymiarem romantycznym, znajdują odpowiednią partnerkę i mnożą się. Ale to właśnie moment, kiedy można im mocno skomplikować temat. Dlaczego? Ponieważ panowie odnajdują właściwe panie komarzyce „na słuch” – rozróżniają dźwięki generowane przez skrzydełka. Jak twierdzi – na łamach internetowego serwisu cordis.europa.eu – Marta Andres, koordynatorka finansowanego przez UE projektu NEURO-SWARM, ze względu na to, że słuch odgrywa kluczową rolę w procesach reprodukcyjnych komarów, może być ważnym czynnikiem pomagającym w zmniejszaniu liczebności komarów.

„Z poprzednich badań wiemy, że u komarów mózg moduluje funkcje słuchowe poprzez uwalnianie oktopaminy i serotoniny”, mówi Andres. „Badając rolę, jaką słuch odgrywa w zwyczajach godowych komarów, stworzyliśmy możliwości wykorzystania akustycznych wabików i repelentów jako środków ograniczających proces parzenia, a tym samym kontrolujących rozprzestrzenianie się śmiertelnych chorób”.

Komarzycą w komary

Są również tacy, którzy poszukują jakiegoś panaceum w świecie aromatów. Twierdzą mianowicie, że skoro komary przyciąga zapach potu, anty-zapachem musimy się przed nimi bronić. Stąd na przykład koncepcja, mówiąca, że jeśli przy oknach, drzwiach, tarasie, na którym lubimy przesiadywać wieczorami, posadzimy plektrantusa (Plectranthus coleoides), potocznie zwanego komarzycą, intruzy zawrócą zdezorientowane jego cytrusową wonią. Komary nie cierpią też podobno zapachu lawendy, kocimiętki, pelargonii, bazylii i… pomidorów. Inne koncepcje przekonują, że komary nie ruszą nas również wtedy, gdy zjemy czosnek, cebulę albo witaminę B1. Nie odbierając sensu takim poszukiwaniom, a nawet pewnej skuteczności, przychodzi na myśl konstatacja: jeśli jest to takie proste to dlaczego jest to takie trudne, aby jednak nas nie dopadły?

Repelenty z ikarydyną

Z naszych obserwacji wynika, że istnieje pewna grupa osób, która postanawia rozwiązać problem komarów oddając się w ręce specjalistycznych środków. Grupa to całkiem spora, wiemy to dobrze, bo to nasi klienci od wielu lat. Kiedy zadają sobie pytanie czy istnieje skuteczne „coś na komary”, odpowiadamy: IKARYDYNA! Dlaczego – bo to skuteczny repelent, a więc substancja odstraszająca. Środek w formie aerozolu do stosowania miejscowego bezpośrednio na ciało lub ubranie odstraszy i zniechęci komary od ukąszenia. A „w pakiecie” otrzymujemy tu również skuteczny środek odstraszający również meszki i kleszcze, które także nie są fanami tej substancji. Badania naukowe potwierdziły, że ikarydyna jest praktycznie bezzapachowa i nie powoduje podrażnień skóry. Jest bezpieczna zarówno dla dorosłych i dzieci powyżej 3 roku życia.

Choć oczywiście zawsze istnieje alternatywa, można zaczaić się w miejscu ich rozrodu, czyli na bagnach na przykład, po to aby zmodyfikować im DNA, które przekażą swojemu potomstwo rozpoczynając komarzą hekatombę. Trzymamy kciuki za dobrą pogodę, w wilgotnym terenie łatwo o złapanie kataru.

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email

Przeczytaj również

Odwiedź nas na FB

Informacja o plikach cookie na tej witrynie

Ta witryna korzysta z plików cookie, które służą do personalizacji i optymalizują działanie naszego serwisu. Więcej informacji znajduje się w Zasadach ochrony prywatności, a w przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia osobiste. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookie.