KLESZCZególnie poważny problem

Cierpliwie czeka, znosi niedogodności bardzo długo, by w jednym momencie jaki się przytrafi wykorzystać sytuację i zaatakować. Tak w swej powieści „Pachnidło” Patric Suskind opisuje głównego bohatera. Jan Baptysta Grenouille, zabójca opętany obsesją znalezienia kobiety o wyjątkowym zapachu, ze względu na swoją „nietuzinkową” naturę nazywany jest przez narratora kleszczem.
Las o świcie. Wysokie drzewa, mech, przebijające światło dnia.

Kto czytał lub oglądał ekranizację jednej z najgłośniejszych powieści XXI wieku, ten wie, że Grenouille miał na sumieniu wiele ludzkich istnień. Prawdziwe kleszcze mają zazwyczaj na sumieniu głównie zrujnowane ludzkie zdrowie, ale francuski dziwak był jeden… Ile w tym momencie mamy w Polsce kleszczy?  

Jeden z wielu

Nauka klasyfikuje około 900 gatunków kleszczy. W Polsce żyje dziewiętnaście z nich. Trzy gatunki obrzeżków, zazwyczaj niekojarzonych z „typowymi” kleszczami oraz szesnaście gatunków kleszczy właściwych. Spośród kleszczy właściwych najczęstszym i zarazem najbardziej zagrażającym człowiekowi gatunkiem jest kleszcz pospolity (Ixodes ricinus), zwany kiedyś kleszczem pastwiskowym.

Blisko, coraz bliżej

Często spotykamy się z opinią, że kleszcze pojawiły się w naszym życiu stosunkowo niedawno. Pewno nie raz spotkaliście się z taką reakcją starszych osób: kiedyś / za naszych czasów nikt o kleszczach nie słyszał. Wiele jest racji w tych słowach. Sytuacja faktycznie zmieniła się z czasem dość wyraźnie. 30 lat temu kleszcze czyhały na nas głównie w lasach. Obecnie coraz częściej osoby zgłaszające się do lekarzy z problemem ukąszenia informują, że do kontaktu doszło np. na terenie ogródków działkowych i przydomowych trawnikach. Również w wymiarze geograficznym sytuacja zmieniła się dość wyraźnie. Przez długi czas za najbardziej dotknięty tym problemem obszar uznawało się Puszczę Białowieską oraz – szerzej – północno-wschodnią część kraju. Od kilkunastu lat prawdopodobieństwo bliskiego spotkania z kleszczem jest podobnie wysokie praktycznie w każdym zakątku naszego kraju.

Dlaczego kleszczy jest tak dużo?

Naukowcy wskazują kilka powodów. Jeden zawiera się w kultowym już sformułowaniu pewnej polityczki: „taki mamy klimat”. Kleszcze są dość odporne na trudniejszą aurę. Kiedy jednak ciepłych dni jest znacząco więcej niż 10 czy 20 lat temu – chętnie korzystają z takiej okazji i rozmnażają się na potęgę. Istotnym powodem jest również wyjątkowa inwazyjność gatunku jakim jest… człowiek. Potrafimy wybudować nowe domostwa praktycznie wszędzie. Deweloperzy niebawem pewnie zgłoszą pierwszy wniosek o pozwolenie na postawienie bloku na jakimś większym rzecznym kamieniu…. Jednym słowem – to człowiek pcha się w objęcia kleszcza, a nie odwrotnie 😉 Trzecim istotnym powodem jest ograniczenie kontrowersyjnego „zwyczaju” wypalania traw. Tak to prawda, wiele zwierząt zostało dzięki temu uratowanych, dzięki temu również kilka domostw nie zostało objętych pożarem. Przy okazji skorzystały na tym również kleszcze. Ot, taka przewrotność losu. Nie bez wpływu na rosnące statystyki ukąszeń jest zmiana naszego trybu życia. Coraz więcej ludzi uprawia sport na łonie natury, biwakuje, organizuje różnego rodzaju eventy na terenach zielonych. Ciemną stroną tego jakże pozytywnego trendu bywają alergie, rozpad pożycia małżeńskiego oraz bliskie spotkania z mniej nam przyjazną częścią fauny i flory…

Desant z drzewa

Mimo ogromnej żywotności tej „miejskiej legendy” z drzewa szybciej spadnie na nas pisklę lub uschnięty konar niż kleszcz. Czy to dobra wiadomość? Na pewno odpada jeden kierunek, którego trzeba pilnować w trakcie spaceru. Zdecydowanie lepiej poświęcić tan czas na patrzenie pod nogi. Kleszcze bowiem rodzą się w glebie i przez całe życie starają się nie oddalić od niej bardziej zdecydowanie niż na kilkadziesiąt centymetrów. No chyba, że trafią na nas, wtedy powędrują wyżej… I zrobią to bardzo szybko. Ich głównym celem, kiedy już się na nas wdrapią, będzie znalezienie takiego miejsca, które da im bezpieczeństwo oraz komfort żerowania.

Ugryzienie kleszcza = kłopoty?

Zacznijmy od tego, że celem kleszcza nie jest zarażenie człowieka. Robi to niejako niechcący, co więcej, sam wcześniej zostaje zarażony… Podobnie jak w przypadku komara, kleszcz chce po prostu się najeść. Trudno nie zgodzić się z wnioskiem, że marne to pocieszenie. Ale warto przyjrzeć się bliżej kilku faktom związanym z tym, jak możemy nabawić się kłopotów, kiedy już dojdzie do ukąszenia. Po pierwsze kleszcz może nam „sprzedać” całkiem sporo całkiem różnych chorób. Do tych najczęstszych należą: borelioza oraz kleszczowe zapalenie mózgu. Nie każdy kleszcz przybywa, aby się na nas rozgościć będąc nosicielem. Część takich wizyt zakończy się podobnie do „wizyty” komara. W pozostałych przypadkach sytuacja może okazać się bardziej brzemienna w skutkach. Niestety kwestią dość skomplikowaną jest czas, po jakim dojdzie do zakażenia żywiciela. W przypadku boreliozy będzie to 12-24 godzin. Wirus kleszczowego zapalenia mózgu przedostanie się znacznie szybciej. Praktycznie z chwilą ukąszenia. Niezależnie od tych faktów – warto reagować szybko. Zawsze jest spora szansa, że zlokalizujemy intruza zanim narozrabia. Nie mamy przecież żadnej wiedzy, z jaką niespodzianką pojawił się na nas nieproszony gość.

A jeśli nie zdążymy…?

Moment, kiedy znajdujemy kleszcza w charakterystycznej pozie, z otworem gębowym w naszej skórze i wystawionym do góry… odwłokiem jest zawsze mocno niepokojący. Co gorsza, istnieje wiele „dobrych rad”, które mają pomóc zapanować nad sytuacją. „Kleszcza z rzędem” temu, który odkryje źródło pokutującej przez lata „ludowej mądrości”, jakoby najlepiej działało posmarowanie delikwenta masłem. Nie chcemy nikogo oskarżać, choć oczywiście producenci masła byliby wtedy głównymi podejrzanymi… Jedno jest pewne. Trudno o sposób, który narobi więcej szkód w naszej relacji z wbitym w nas kleszczem, niż potraktowanie go tłuszczem. Jeśli jeszcze nas nie zaraził, to reakcja na duszenie się, bo to właśnie mu zafundujemy, niewątpliwie skończy się wyrzuceniem patogenu z wnętrza kleszcza do… naszego wnętrza! W przeciwieństwie do powyższej, dobra rada, którą warto zapamiętać: należy działać zdecydowanie, ale nie brutalnie. Najedzony kleszcz robi się ogromny (w stosunku do swoich początkowych gabarytów). Naciskanie wystającej części, w której znajduje się pokarm (czyli do niedawna część nas 😉) może skończyć się zakażeniem. Dlatego najlepiej złapać go tak, aby uniknąć zgniecenia, a następnie dość jednoznacznie wyciągnąć ze skóry. Optymalnie, kiedy mamy do tego specjalne narzędzie, które wsuwa się między naszą skórę a wystającą część kleszcza.  

Konsekwencje spotkania z kleszczem

Temu, jakie problemy może przysporzyć traumatyczne spotkanie z kleszczem można by pewnie poświęcić kilka kolejnych pogadanek. W zależności od tego, czym zostaniemy przez kleszcza zakażeni (lub zarażeni) konsekwencje mogą być bardzo różne. W tym miejscu poprzestaniemy na przykrej konstatacji: choroby odkleszczowe są często przewlekłe, trudne w diagnozowaniu, a ich konsekwencje mogą dotknąć nas na wielu płaszczyznach.

Ratuj się kto może! (a właściwie to każdy )

Tak jak Grenouille’a z „Pachnidła” nie interesowały niewiasty o pospolitym zapachu, tak kleszcza odstraszą odpowiednio dobrane substancje. W tym celu stosujemy repelenty, substancje, które szczególnie sprawdzą się w trakcie wycieczki do lasu czy do parku. Kiedy jednak spędzamy sporo czasu w jednym miejscu – na przykład przydomowym ogrodzie – warto podjąć bardziej zdecydowaną walkę, w której wesprze nas na przykład permetryna. Naniesiona na miejsca bytowania kleszcza wyeliminuje go szybko i skutecznie.

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email

Przeczytaj również

Odwiedź nas na FB

Informacja o plikach cookie na tej witrynie

Ta witryna korzysta z plików cookie, które służą do personalizacji i optymalizują działanie naszego serwisu. Więcej informacji znajduje się w Zasadach ochrony prywatności, a w przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia osobiste. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookie.