Dlaczego pestycydy są trujące? Poradnik grillowego mistrza konwersacji.

Prawda, że interesujące towarzysko pytanie? Czy równie interesujące byłoby: czy pestycydy są trujące? W najmniejszym stopniu. Czy są - to wiedzą wszyscy. Na potrzeby towarzyskiego błyśnięcia wiedzą przy grillu dobrze by mieć kilka ciekawych, mniej znanych argumentów „dlaczego”. Jeśli jednak chcielibyśmy wejść w grillowych mistrzostwach towarzyskich na poziom master – to dzisiaj kurs dla profesjonalistów.
Portret szczęśliwego starszego mężczyzny smażącego kiełbaski na grillu z grupą młodych przyjaciół rozmawiających w tle o pestycydach

Po pierwsze…

zawsze warto zapytać: „a czy Ty w ogóle wiesz, co to takiego pestycydy”? Ponieważ wiedza o pestycydach jest z kanonu „wszyscy wiedzą, że…” masz jakieś 90% szansy, że najbardziej profesjonalna odpowiedź, jaką możesz uzyskać będzie brzmieć: „to te trujące substancje, którymi wielkie korporacje trują naszą żywność”. Jeśli masz jednak wyjątkowego pecha i ktoś jednak potrafi zdefiniować słowo „pestycydy” l– możesz ofensywnie zmienić temat, np.: „a czy słyszałeś, że te elektryczne samochody nie są wcale takie eko?” lub bezpiecznie zagrać odstawną na temat morsowania.

Po drugie…

przeciwnik zazwyczaj nie będzie przygotowany. Robisz wtedy minę pobłażliwej wyższości (warto poćwiczyć ją obserwując Romana Giertycha, jest tu mistrzem) by płynnie przejść do objaśnienia, że pestycydy to w istocie…  No właśnie, co? Zanim to wyjaśnijmy, zacznijmy od czegoś prostszego, np. „co to są lekarstwa”? Spróbujmy stworzyć własną definicję:

  • Substancja mająca leczyć lub zapobiegać chorobom ludzi lub zwierząt (weterynaria)
  • Środek syntetyzowany chemicznie, rzadziej naturalna substancja
  • Substancja, której stosowanie ma określone skutki uboczne
  • Preparat zazwyczaj mający wpływ nie tylko na chorobę, ale i na pożyteczną tkankę (np. zabija i szkodliwe i pożyteczne bakterie)
  • Stosowane niepotrzebnie bywa szkodliwe
  • Stosowane w złych dawkach bywa (często śmiertelnie) niebezpieczne
  • Nadrzędna zasada: przy właściwym zastosowaniu – ryzyko negatywnych skutków ubocznych jest znacząco mniej groźne, niż zwalczana choroba, a zwalczany problem wart jest podjęcia takiego ryzyka.

Zgadzamy się na taką definicję? Czy zatem lekarstwa są trujące i niebezpieczne? Oczywiście. Można by zapełnić wiele, wiele cmentarzy wyłącznie tymi, którzy świadomie lub nie przedawkowali leki. Lekomania, czyli uzależnienie do przesadnego i niepotrzebnego zażywania lekarstw zabiła np. Michaela Jacksona. Czy jest to jednak powód, by nawoływać do całkowitego zlikwidowania lekarstw? Czy świat bez lekarstw byłby zdrowszy? Ktoś z Nas podpisze się pod takim stwierdzeniem?

Pestycydy a lekarstwa

Po co mówimy o lekarstwach, skoro przy grillu chcemy błysnąć pestycydami? Ano, bo jeśli w pierwszym zdaniu definicji lekarstwa zamienimy „ludzi i zwierząt” na „roślin”, to mamy wypisz wymaluj definicję pestycydów. To także syntetyzowana chemia, także mająca skutki uboczne i także niebezpieczna, gdy się ją niepotrzebnie lub w złych dawkach lub czasie użyje. Ale działa także nadrzędna zasada: zwalczana (lub zapobiegana) choroba jest co do zasady groźniejsza niż ewentualne skutki uboczne i jest na tyle problematyczna, że warto się nią zająć.

Ups…. no i mamy kłopot. Jeśli nie uważamy wcale, że świat bez lekarstw byłby zdrowszy, to dlaczego miałby być taki świat bez pestycydów? Czy powiemy o człowieku, który uchował się gdzieś w amazońskiej dżungli bez jakiegokolwiek dostępu do medycyny, że jest z całą pewnością okazem zdrowia, bo nigdy nie zażył lekarstwa? Czy może raczej powiemy – najpierw go zbadajmy, nie wiadomo co tam ma w środku, skoro żaden lekarz go nie badał? Dlaczego więc nie mamy problemów ze stwierdzeniem: „to jabłko jest zdrowe, bo nie było pryskane”?  

Pryskane czy nie?

Zauważ, że już teraz Twój poziom grillowego dyskutanta wchodzi na nieosiągalne wyżyny!! Wszyscy „wiedzą, że…” ale tylko Ty wiesz, jak to jest naprawdę i masz już ich na talerzu. Jak ktoś powie” przecież widać, że to jabłko jest zdrowe” Ty na to „rozpoznasz nowotwór patrząc na Buszmena”? Jak on „jabłka nie chorują na nowotwory” to Ty: „a słyszałeś o mykotoksynach”?  Szach MAAATT!!! Grill jest Twój. Nawet nie musisz wiedzieć co to są mykotoksyny, nikt nie zaryzykuje pytania. Już widać, że chodzisz w innej wadze… Jak grillowych dyskutantów chcesz już do reszty rozjechać, zapytaj: „Dlaczego boisz się pryskanych jabłek, a nie masz cienia problemów by władować w siebie suplement diety na lekkie nietrzymanie moczu, cudowne odchudzanie czy chorobę niespokojnych nóg? Czy wiesz, że rejestracja lekarstw lub pestycydów musi być poprzedzona bardzo skomplikowanymi badaniami udowadniającymi bezpieczeństwo a rejestrując suplementy diety nie musisz przedstawiać praktycznie żadnych badań? Oczywiście, zawsze możesz trafić na przeciwnika z Twojej wagi, który nie zawaha się użyć argumentu siły… Wtedy już tylko odstawna: „słuchajcie, myśleliście o morsowaniu”?  

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email

Przeczytaj również

Odwiedź nas na FB

Informacja o plikach cookie na tej witrynie

Ta witryna korzysta z plików cookie, które służą do personalizacji i optymalizują działanie naszego serwisu. Więcej informacji znajduje się w Zasadach ochrony prywatności, a w przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia osobiste. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookie.